Reklama:
Drukuj

Walka życia – historia pewnego alkoholika

Sławomir Sztaba | . | Odsłony: 2312

Walka życia – historia pewnego alkoholika

Przedstawiamy opowieść o człowieku, który przez alkohol stoczył się na dno życia, a następnie ogromną siłą woli potrafił się z tego upadku nie tylko podnieść lecz i zbudować wokół siebie przyjazny świat. Dzięki temu zdołał pomóc wielu innym zagubionym w życiu. Mamy nadzieję, że tą opowieścią trafimy do potrzebujących pomocy, którzy uwierzą w to, iż można wyjść z niszczącego nałogu i od nowa poukładać sobie życie. Tym bardziej, że są doświadczeni ludzie gotowi im pomóc.

 

 

Mottem tej opowieści niechaj będzie przesłanie jej bohatera Staszka:

 

"Opowiedziałem redaktorowi Sławomirowi Sztabie część swojej historii nie po to żeby opowiadać, ale dlatego, aby dać nadzieję tym, którzy w tej chwili znajdują się w podobnym co ja kiedyś położeniu i myślą, że nie ma dla nich nadziei, żeby zmienić swoje życie. Wiem, że nie ma tak trudnej sytuacji, aby nie było z niej wyjścia. Trzeba tylko znaleźć odpowiednie narzędzie. Ja je znalazłem i tym chcę się podzielić".

 

Staszek miał 8 lat kiedy zmarła mu matka. Wychowywał go ojciec i... starsi bracia. Po szkole podstawowej trafił, daleko od domu, na Śląsk do zawodówki z internatem. Była druga połowa lat 70-tych. Po lekcjach jeździł na treningi karate. To była jego wielka pasja. Do sztuk walki miał szczególne predyspozycje. Był solidnie zbudowany, szybki i zadziorny. Dwóch jego braci pracowało już wówczas na kopalni. Mieszkali w hotelu robotniczym. 15-go każdego miesiąca, po wypłacie, zapraszali młodego Staszka na imprezę. Lubili się nim pochwalić w gronie zabijaków z całego kraju, bo takie było towarzystwo w kopalnianych hotelach robotniczych.

 

Po wypłacie hotel zamieniał się w mordownię. Alkohol lał się strumieniami do gardeł spragnionych mocnych wrażeń górników. W ruch szły butelki, pięści, noże. Zazwyczaj milicja nie interweniowała. 15, 16-letni wówczas Staszek często stawał do walki z o wiele starszymi zabijakami, nierzadko po wyrokach. Zawsze wygrywał, wręcz demolował przeciwników, czym zjednywał sobie sympatię „swoich”. A ci poklepywali go po muskularnych ramionach i lali alkohol. A on pił, bo chciał być „swój”. Wychowywany bez matki, niedowartościowany, szukał akceptacji. I znajdował ją w hotelach robotniczych. A potem wracał do internatu i dalej walczył. Pewnego razu, tuż przed ukończeniem szkoły, siedmiu byłych absolwentów chciało sprawdzić jego umiejętności. Wtargnęli do jego pokoju i zaczęła się kotłowanina. Pogruchotał ich tak mocno, że wzywana była karetka, a Staszkiem zajął się prokurator. Wybawił go z opresji sekretarz zakładu, przy którym była szkoła. Postawił jednak warunek: po ukończeniu nauki podejmie pracę we wskazanym przez niego miejscu. Tym miejscem okazało się przedsiębiorstwo w Olkuszu.

 

Po przyjeździe do Srebrnego Grodu Staszek przestał trenować. Ale umiejętności pozostały. I nadal były przydatne. Nawet bardzo, zwłaszcza po wypłacie, kiedy Staszek wraz z ferajną kursował od knajpy do knajpy jak jednodniowy książę. A kiedy zaczynało brakować kasy, zawsze znalazła się jakaś grupa potrzebująca ochrony podczas pijackich imprez w lokalach. A Stachu był idealnym ochroniarzem. Jego twarde spojrzenie zniechęcało śmiałków do zaczepek. To mu jednak nie wystarczało. Nikt bez konsekwencji nie mógł na dłużej zatrzymać na min wzroku. No i lał się alkohol. Dlatego zaczynały pojawiać się problemy. Zaczął odwiedzać izby wytrzeźwień.

 

W Olkuszu przez pierwsze lata mieszkał na kwaterach wraz z innymi robotnikami. I tam też lał się alkohol. Taki był odwieczny zwyczaj. Do dwudziestego roku życia Staszek za alkoholem raczej nie przepadał. Nie smakowały mu wino, piwo czy wódka. Jednak pił, żeby być akceptowany w grupie. Pomimo bowiem siły i sprytu wciąż czuł się niedowartościowany. Zauważył jednak, że po wypiciu kilku kieliszków opuszczają go lęki i ograniczenia. Dlatego alkohol stawał się jego ucieczką do lepszego świata. Pił również w pracy. Jak większość robotników w tym zakładzie.

 

Staszek dziewczyny traktował przedmiotowo. Co tydzień inna, od zabawy do zabawy. Co weekend nowa bijatyka i nowa dziewczyna. Po pewnym czasie zaczęło docierać do niego, że żyje dniem dzisiejszym, bez żadnego planu. Wówczas jeszcze nie wiedział dlaczego, ale zauważył, że interesują się nim tylko dziewczyny z rodzin dysfunkcyjnych, w których ojciec bądź brat byli alkoholikami. Jemu też takie najbardziej odpowiadały. Lgnęli do siebie jak magnes. Kiedy poznawał dziewczyny z normalnych rodzin, nie pasowało mu, że są ułożone, że mają plany na przyszłość.

 

Ożenił się wcześnie, przed ukończeniem 21 lat. Był zupełnie nieprzygotowany do nowej roli. Brakowało mu wzorca z domu, w którym brakowało matki. Później było jeszcze gorzej, bo od 15 roku życia wychowywały go internat i hotele robotnicze. Jego żoną została dziewczyna z rodziny dysfunkcyjnej. Był trudnym najpierw partnerem, a potem mężem. Pomimo tego trwała przy nim, a po burzliwych rozstaniach wciąż wracała. Nie wiedział dlaczego. Upokarzał, stosował przemoc, a ona cierpiała i nie chciała odejść. Kiedy nie wracał z pracy do domu, tkwiła przed oknem zaniedbując dzieci. Dopiero później zrozumiał, na czym to polega. Dzisiaj takie kobiety określa się mianem alalonki. One też są uzależnione, z tym, że nie od alkoholu lecz emocjonalnie od alkoholika. Zazwyczaj dlatego, że takie wzorce wyniosły z domu rodzinnego, gdzie ojciec też był alkoholikiem.

 

Staszek początkowo pił ostro, aż do utraty świadomości, raz w miesiącu, potem ten okres zaczął się skracać. Następnie zaczął pić problemowo. W tamtym czasie dla Staszka ważniejsi byli koledzy niż żona. Zawsze znalazł jakiś powód, żeby wyjść z domu na libację. Denerwowały go albo narzekania żony, albo dzieci przy których nie mógł rzekomo wypocząć. Coraz częściej zdarzało się, że po sobotniej libacji wracał z izby wytrzeźwień. Wówczas obok niego w Krakowie przechodziły uśmiechnięte rodziny z dziećmi, a on nie mógł sobie przypomnieć dlaczego się tam znalazł. Tak zaczęła docierać do niego świadomość, że dzieje się z nim coś złego. Miał wówczas około 25 lat.

 

Rok później Staszek otwarł własną firmę budowlaną. Wówczas proces alkoholowy zaczął się pogłębiać. Najpewniej dlatego, że nie miał już w pracy nad sobą żadnego nadzoru. Klienci sami stawiali alkohol, a on wraz ze swoimi pracownikami pił od samego rana. Po pracy też rzadko wracał do domu o normalnej porze, tłumacząc się nadmiarem pracy. I wmawiał sobie, że wszystko jest w porządku, bo zawsze potrafił znaleźć gorszego od siebie i przyrównać się do niego.

 

Do tego dołączyły problemy finansowe. Okazało się bowiem, że cementownia sprzedała m.in. firmie Staszka dużą ilość kiepskiego cementu, przez co cała roczna produkcja elementów budowlanych rozsypała się jak kasza. A że nie znosił fuszerki, zaczął swoje roboty poprawiać na własny koszt. Trwało to przez półtora roku po 17 godzin dziennie. Wówczas, aby mieć z czego żyć i pić zaczął brać kolejne kredyty. Miał nadzieję, że spłaci je, kiedy otrzyma od cementowni odszkodowanie. Ale nie otrzymał. Nie dał rady w sądzie, gdzie cementownię reprezentował sztab prawników.

 

Wówczas okazało się, że długi pięciokrotnie przewyższyły wartość jego nieruchomości. Znalazł się w potrzasku. Dołączyło poczucie strachu o byt rodziny. I okropnego wstydu. Dlatego zaczął pić problemowo. Najbardziej niebezpiecznie. Pił, bo chciał zapomnieć o kłopotach, bo chciał uciec od rzeczywistości. Ale, jak się okazało, długi te były jednocześnie dla niego wybawieniem, bo zrozumiał wówczas, że picie nie jest wyjściem z tej sytuacji. To był jego prawdziwy dar od losu.

 

Staszek często powtarza, że żona przeszła z nim prawdziwy koszmar. Że gdyby on był na jej miejscu to dziesięć razy by odszedł. Bardzo mu pomogła, ale jego zdaniem powinna wówczas odejść, aby siebie i dzieci uchronić przed przemocą fizyczną, psychiczną, finansową, emocjonalną... Ona jednak wybrała drogę przez mękę, która skończyła się happy endem. Od kilkunastu lat, od kiedy przestał pić i udało im się wypędzić nagromadzone przez lata demony, są szczęśliwym małżeństwem.

 

Staszek przestał pić nagle, z dnia na dzień, pod wpływem silnego impulsu. Przyczyną wyjścia z nałogu było – jak mawia - takie szczęście w nieszczęściu. Pewnego dnia przyszedł do nich bardzo mądry – co podkreśla – policjant, który postraszył żonę, że jeśli w sprawie zachowań męża nie zawiadomi prokuratury, to pozbawią ją praw rodzicielskich i zabiorą kilkuletnie wówczas dzieci. I zawiadomiła. A potem, kiedy wracał do domu pijany, wzywała policję. Tym sposobem Staszek kilkadziesiąt razy lądował w izbie wytrzeźwień, za którą musiał płacić. W ten sposób powiększały się jego długi. A żona zamiast przejmować się jego pijaństwem, zaczęła bardziej dbać o dzieci. Wówczas zrozumiał, że tak dłużej żyć nie może. I to był jego dar trzeźwości.

 

Pewnej nocy przypomniał sobie, że ktoś mu był winien pieniądze. Wyszedł na miasto i odnalazł klienta. Ale to też był alkoholik, który nie miał gotówki. Staszek przypomniał sobie wtedy, że jest jeszcze jeden człowiek, który mu zalega z płatnością. Postanowił pójść do niego. Kiedy dowiedział się, że ten człowiek przestał pić, nie czekał do rana. Chęć porozmawiania z nim była zbyt silna. - Jeśli on może to i mnie się powinno udać - pomyślał. Była druga w nocy, kiedy zapukał do jego mieszkania. Rozmawiali kilka godzin, wypili kilka kaw. Dowiedział się od niego o programie anonimowych alkoholików. U Staszka pojawiła się nadzieja, że uda mu się wyjść z tej choroby. Warunek był jeden: musiał chcieć zmienić swoje życie, musiało to wyjść od niego. Wrodzona zadziorność i konsekwencja okazały się sprzymierzeńcem w tej najważniejszej walce jego życia. Otrzymał tej nocy od tego człowieka książkę „Nie piję”. Kiedy wrócił do domu schował ją pod poduszkę jak największy skarb. Od tej nocy nie wziął do ust ani kropli alkoholu, choć minęło już 18 lat.

 

Jednak na początku swojej trzeźwości musiał uporać się z demonami dawnego życia. Bo ogromnych długów i emocjonalną ruinę na trzeźwo nie można było już nie zauważać. Wszak utracił dom, samochód, zaufanie najbliższych... Został tylko zakład, właściwie buda na działce. I z tym trzeba się było zmierzyć, bez możliwości ucieczki w objęcia alkoholu.

 

Przez rok chodził na mityngi AA. Później poddał się 3,5 miesięcznej terapii w ośrodku odwykowym, gdzie uzyskał pomoc w poukładaniu swojego życia na nowo. Dzisiaj Staszek, jako człowiek dojrzały, patrzy na życie z dystansem. Dawno spłacił stare długi, rozbudował firmę, wybudował dom i wraz z żoną wychował dzieci, które radzą sobie w życiu. Wolny czas poświęca zagubionym, którzy tak jak on kiedyś chcą wydostać się z choroby alkoholowej.

 

*) na potrzeby tej opowieści prawdziwe imię bohatera zostało zmienione

 

Jeśli masz problem alkoholowy lub dotknięty jest nim ktoś z Twoich najbliższych, zadzwoń do redakcji Wiadomości Olkuskich. Skontaktujemy Cię z osobami, które potrafią Ci pomóc. Tel. 606 640 533

Komentarze   

 
+1 #7 Pogodna 2014-02-22 10:00
"Zazwyczaj dlatego, że takie wzorce wyniosły z domu rodzinnego, gdzie ojciec też był alkoholikiem." Dodam i podkreślę że często są to również kobiety i mężczyźni (kobiety też się uzależniają od alkocholu) , które pochodzą z tzw. dobrych domów. Al-Anon jest równiez dla mężczyzn.
Cytować
 
 
+1 #6 Pogodna 2014-02-22 09:50
Sprostowanie do "Dzisiaj takie kobiety określa się mianem alalonki." Sądzę , że Staszkowi chodzi o Al-Anon a to są grupy dla osób ( rodzin i przyjaciół płci obojga), które doświadczyły życia z alkoholikiem i pragną zmienić swoje życie. W Olkuszu spotkania grupy Al-Anon odbywają się w środy o godz. 18,00 na ul. Szpitalnej 9, na parterze. Zapraszam na oficjalną stronę Al-Anon http://www.al-anon.org.pl/ , tu można znaleźć adresy grup, program na jakim grupy pracują i wiele innych informacji w tym temacie.
Cytować
 
 
+6 #5 nawrócony 2013-03-30 08:25
Cytuję poruszony:
W naszym środowisku prawie co czwarta osoba ma ten problem
tylko nie ma odwagi przyznać się do tego lub prosić o pomoc .
Jeżeli się ktoś przyzna to robi się sensację i wytyka palcami.
Jest wielu ludzi nawet na kierowniczych stanowiskach,którzy
mają lub mieli ten problem.

bo zawsze jest tak problem masz ty nie ja
Cytować
 
 
+19 #4 Romek 2013-03-27 15:09
Ta historia ma dobre zakończenie, dlatego miło się czyta takie rzeczy, ale znając życie to jeden przypadek na kilkanaście gdzie komuś uda się uciec ze szponów nałogu! Bohater sam poddał się leczeniu,zadna osoba uzależniona nie wyraża na to zgody gdyż myśla, że nie ma problemu. Tylko sąd może takiego człowieka wysłać na przymusowe leczenie, jestem za takim rozwiazaniem może to brutalny pomysł ale wiele osób może uratować? Zgadzam się ze stwiedzeniem, że w kazdym środowisku ten problem istnieje.
Cytować
 
 
+18 #3 login 2013-03-27 13:12
wzruszająca historia ze szczęsliwym zakończeniem, opowiedziana oczywiście w telegraficznym skrócie bo z dnia na dzień, czy z miesiąca na miesiąc nie da się wyjść z takiej sytuacji. Proces przemiany trawa latami ale bohater miał szczęście, że otrzymał pomocną dłoń. Ale gdy przeczytałem to zdanie:
Staszek miał 8 lat jak zmarła mu matka. Wychowywał go ojciec i... starsi bracia
już wtedy domyśliłem się, jakie będzie zakończenie, to takie bezprecednsowe i oczywiste, nasuwami się tylko jedno pytanie dlaczego tak się dzieje, czy to jest sprawiedliwe?
Cytować
 
 
+13 #2 poruszony 2013-03-27 11:33
W naszym środowisku prawie co czwarta osoba ma ten problem
tylko nie ma odwagi przyznać się do tego lub prosić o pomoc .
Jeżeli się ktoś przyzna to robi się sensację i wytyka palcami.
Jest wielu ludzi nawet na kierowniczych stanowiskach,którzy
mają lub mieli ten problem.
Cytować
 
 
+8 #1 bylektoś 2013-03-27 04:36
szacunek i serdeczności dla Staszka!!!!!!!!!!!
równiez dla pana redaktora...za ten artykuł. To są wazne sprawy-dotyczą wielu ludzi- to jest problem wielu nawet tzw. ,,porządnych,, - nie tylko Staszków.
zastanawiam się, czy będzie dużo wejść, czy artykuł wzbudzi zainteresowanie - równie duże jak ,,pierdoły,,czy tzw. ,,sensacje,,-ch yba nie? bo na kogo tu można ,,napluć,,??
jestem sercem ze Staszkiem i Jego Rodziną !
Cytować
 

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja Wiadomości Olkuskich nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze obraźliwe, szkalujące i naruszające ogólnie przyjęte normy współżycia społecznego będą usuwane.

Internauci chcący zamieszczać komentarze pod własnym imieniem i nazwiskiem lub zarejestrować dowolny nick powinni założyć konto. Tym sposobem nikt inny nie będzie mógł posługiwać się Waszym imieniem.

Kod antyspamowy
Odśwież

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Jeśli akceptujesz cookie na tej stronie, kliknij