Reklama:
Policyjny pościg zakończony w Bolesławiu

Policyjny pościg zakończony w Bolesławiu

Na drodze krajowej w Bolesławiu zakończył się policyjny pościg za VW Phaeton na niemieckich...

Roman Żelazny o Domu Ludowym, kanalizacji, wodzie...

Roman Żelazny o Domu Ludowym, kanalizacji, wodzie...

Publikujemy odpowiedzi (i ich brak) wójta Trzyciąża Romana Żelaznego na pytania internautów z...

Z czym do Europy Lidio Gądek?

Z czym do Europy Lidio Gądek?

Po raz kolejny posłanka Lidia Gądek dała świadectwo lekceważenia wyborców. Po raz kolejny bowiem...

Rolowanie długu poprzez emisję obligacji

Rolowanie długu poprzez emisję obligacji

Gmina Olkusz w lutym br. debiut na rynku Catalyst Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie...

Aktualności

Drukuj

Sprawa ks. dra Piotra Oborskiego

Sławomir Sztaba | . | Odsłony: 2842

Sprawa ks. dra Piotra Oborskiego

Chyba wszyscy w Wolbromiu słyszeli o tzw. "białej plebani", a już z pewnością starsze pokolenie, bo do dzisiaj wydarzenia sprzed 60 lat budzą żywe emocje wśród mieszkańców miasta. Na początku 1950 roku nastąpiły aresztowania członków organizacji zwanej Armią Podziemną (Armią Polską) i księży tutejszej parafii: proboszcza dr Piotra Oborskiego i wikarego Zbigniewa Gadomskiego. Po dziewięciomiesięcznym śledztwie odbył się przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Krakowie główny proces 10 oskarżonych zwany "procesem wolbromskim" i następnych miesiącach kolejne procesy pozostałych oskarżonych w tej sprawie. Wyrokami sądów 3 osoby zostały skazane na karę śmierci, 5 spośród oskarżonych na dożywocie, 46 otrzymało kary pozbawienia wolności do lat 15. Ksiądz Oborski był jednym z tych, którzy otrzymali karę dożywotniego więzienia. Uzasadnienie wyroku dla proboszcza wolbromskiej parafii brzmiało: dążenie do zmiany przemocą ustroju Polski Ludowej oraz podżeganie do zabójstwa czternastoletniego chłopca. Ksiądz Piotr trafił do więzienia w Rawiczu, gdzie po rocznym pobycie w skrajnie ciężkich warunkach zmarł.

Proces wolbromski" był jednym z najgłośniejszych procesów lat stalinowskich, szeroko komentowany w ówczesnych mediach: prasie, radiu i propagandowej tubie władzy ludowej - Polskiej Kronice Filmowej. Za pióro w tej sprawie chwyciły, będąc na usługach reżymu, nawet takie giganty literatury jak Tadeusz Borowski czy zasłużony harcmistrz, członek naczelnictwa Szarych Szeregów, prozaik i publicysta Kazimierz Koźniewski. I to właśnie tytuł książki Koźniewskiego "Biała plebania w Wolbromiu", opowiadającej o tym co zdaniem władz wydarzyło się w Wolbromiu pod koniec lat czterdziestych, trafił do zbiorowej wyobraźni wolbromian i pod tym hasłem funkcjonuje w niej do dziś. Ale co gorsza, nie tylko tytuł zakorzenił się tak głęboko; przekaz tamtych wydarzeń, często luźno związanych z rzeczywistością, za to zgodny z linią reżymowych władz - również.

Sprawa ks. dra Piotra OborskiegoBiała i ładna jest plebania w mieście Wolbromiu. Położona na pagórku przy rynku, jakby góruje nad całym miasteczkiem. Topograficzny symbol uwypukla zadania moralne, jakie mieszkańcy plebanii mają wobec mieszkańców miasteczka: winni kierować ich ku rzeczom wzniosłym, sterować ich moralnym postępowaniem, prowadzić drogą prawdy i cnoty. Czy po takie rady przychodzą ludzie do białej wolbromskiej plebanii?
Niektórzy – ci mniej zaufani – może wzniosłe i czyste nauki odbierają od księży proboszczów. Lecz ci bardziej zaufani, ci pukają do białego domu gdy już zmrok nocny zaciera rysy twarzy miasteczkowych przechodniów – ci otrzymują na wolbromskiej plebanii rady zupełnie inne:
- Zabijać można bez grzechu, byle tyko agresora, a każdy, kto jest przeciw wam, może być waszym potencjalnym agresorem, gdyż może wam grozić... zabijcie go, bez grzechu żadnego!
- Zabij, matko, małego Waldka! Tam gdzie zginąć może wielu – lepiej niech zginie jeden (...)
Dziwna jest ta wolbromska plebania. Do drzwi jej pukają bandyci, gdy tylko chodzi o mordowanie, zabijanie, niszczenie. Podczas przewodu sądowego prokurator powie:
- Do plebani w Wolbromiu chodziło się po akceptację morderstw, jak idzie się do apteki po proszek od bólu głowy. (…)Chcieli pić wódkę, grabić i mordować – a czynili to jeszcze goręcej, gdy ich sumienie uspokajano bluźnierczym powołaniem się na słowo boże.(...)
(...) w czasie okupacji hitlerowskiej w seminarium biskup Kaczmarek nakazywał posłuszeństwo i pełną lojalność[wobec okupanta]. Kleryk Gadomski nie wręczał nikomu broni, by strzelać z niej do okupantów. Ksiądz biskup jest konsekwentny. Jego uczeń, ksiądz wikary, też chce być konsekwentny – zwolennik pokojowego współżycia z faszyzmem musi walczyć przeciw socjalizmowi, zwolennik okupacji hitlerowskiej musi walczyć z własnym narodem. To jest właśnie konsekwencja.(...)
Na sianiu w naszym kraju zbrodniczych niepokojów zależeć może tylko tym, którzy z Waszyngtonu poprzez Watykan realizują swe plany wojenne.
Chyba już nadszedł czas najwyższy, aby "plebania wolbromska" była ostatnią plebanią zbrodni!"

To wybrane fragmenty książki Kazimierza Koźniewskiego wydanej w 1951 r. nakładem "Książki i Wiedzy" w ilości 30 tys. egzemplarzy. Nazwanie wolbromskiej plebani "białą" miało najpewniej nawiązywać do Białego Domu w Waszyngtonie, gdzie zdaniem autora rodziły się - wzorem hitlerowskich Niemiec - najbardziej nikczemne plany podboju ludzkości miłującej pokój. Przypomnijmy, że w tym czasie - w roku 1950, w Korei wybuchła wojna rozpętana przez komunistyczny rząd północnej części państwa, na czele którego stał Kim Ir Sen, pragnący objąć stalinowskim systemem władzy cały kraj. Zgodnie z uchwałą Rady Bezpieczeństwa ONZ Amerykanie wysłali do Korei swoje wojska, które wzięły na siebie główny ciężar walki z koreańskimi siłami komunistycznymi, wspieranymi materialnie przez Związek Sowiecki i wojskowo przez Chińską Republikę Ludową. Świat stanął wówczas na krawędzi nowej wojny światowej, a komunistyczna propaganda za ten stan rzeczy obwiniała amerykański imperializm.

Przyjrzyjmy się teraz, kim był autor owej książeczki o tak dużym nakładzie, która trafiła do wolbromskich domów i ukształtowała obraz tych dramatycznych wydarzeń z 1949 roku wśród niemałej części mieszkańców tego miasta.

Kazimierz Koźniewski żył w latach 1919-2005. Powszechnie znany jako działacz i historyk harcerstwa, pisarz, publicysta, eseista, reportażysta, a także autor scenariuszy filmowych m.in. "Piątki z ulicy Barskiej". W latach 1939-40 był jednym z założycieli Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej. Został też członkiem Szarych Szeregów. Od jesieni 1945 roku członek redakcji "Przekroju", a od roku 1957 do śmierci redaktor "Polityki". W latach 1957-82 był naczelnym redaktorem "Magazynu Polskiego", a w latach 1982-85 "Tu i teraz". Współpracował z wieloma pismami i gazetami, m.in. w latach 40-tych z tygodnikiem Bolesława Piaseckiego "Dziś i jutro" (do czego wrócimy w następnych rozdziałach). Autor ok. 50 książek i co najmniej 6000 artykułów w prasie periodycznej.

Koźniewski został pochowany w 2005 roku z honorami na Powązkach w Warszawie, a w ostatniej drodze towarzyszyli mu wybitni ludzie pióra i harcerze. W następnym roku w tygodniku "Wprost" nr 24/2006 ukazał się artykuł autorstwa Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka pt. "Konfident z wyboru", który wywołał, zwłaszcza w środowisku literackim i harcerskim, sensację, a nawet szok. Okazało się bowiem, że ten przyjaciel pisarzy, redaktorów, harcerzy, głównych opozycjonistów, był agentem służb bezpieczeństwa pod pseudonimem "33" już od 1946 aż do końca PRL-u. Do roku 1955 był tajnym współpracownikiem, po 1956, po wstąpieniu do partii, formalnie nadano mu status kontaktu obywatelskiego, nazywając go konsultantem, bowiem nie tylko donosił, ale doradzał i sugerował. Za swoją pracę był wynagradzany pieniężnie.

Donosił na swoich kolegów, polskie ikony, bohaterów narodowych. W archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie zachowało się pięć obszernych tomów jego donosów - po kilkaset stron każdy. Do roku 1956 te donosy były prawdziwymi wyrokami śmierci. Rozpracowywał środowiska mające największy wpływ na życie intelektualne Polaków. Namawiał służby bezpieczeństwa – sam będąc harcmistrzem - do pacyfikowania środowiska harcerskiego. Rozpracowywał Aleksandra Kamińskiego - autora "Kamieni na szaniec" i legendarnego Stanisława Broniewskiego "Orszę" – naczelnika Szarych Szeregów. Pisał, że "na wymioty mu się zbiera, kiedy oni [harcerze] śpiewają piosenki z powstania warszawskiego".

Pisarzem - zdaniem Krzysztofa Kąkolewskiego - był słabym. Gdyby nie służba bezpieczeństwa, pozostałby przeciętnym redaktorem. Jego publicystyka – dalej zdaniem Kąkolewskiego – była napastliwa, prymitywna. -"To była literatura śmieciowa, śmieci propagandowe, ORMO literackie". Rozpracowywał swoich przyjaciół, donosił nawet na swoją przyjaciółkę, z którą miał kontakty intymne. Raportował, kablował – jak mówiła Joanna Siedlecka – Kisielewskiego, który w swoim "Alfabecie" pisał o Koźniewskim – mój przyjaciel. Zdekonspirował Stanisława Cata-Mackiewicza jako publicystę paryskiej "Kultury". Był agentem, który kontrolował najmniejszy ruch swojego przyjaciela Melchiora Wańkowicza. Przyczynił się do jego aresztowania w 1964 r. pod zarzutem przekazywania informacji radiu Wolna Europa. Wańkowicz miał wówczas 72 lata. Doradzał w 1980 roku jak "neutralizować" ewentualnego Nobla dla Miłosza.

Należał do ludzi – co podkreśliła Joanna Siedlecka w programie telewizyjnym "Errata do biografii – Kazimierz Koźniewski" wyemitowanym w TVP Historia (film dostępny na stronie internetowej www.tvp.pl ) - którzy po prostu lubili to robić, lubili donosić, nawet kiedy ich nikt do tego nie zmuszał. Tacy jak on "po prostu się w tym wyżywali, lubili niszczyć innych, właściwie gnoić, świnić".

W styczniu 1982 r. został redaktorem naczelnym "Tu i teraz" – gadzinówki stanu wojennego, gdzie donosił na swój zespół. Donosił na wszystkich, na swoich i obcych, tak rozumiał swoje miejsce na Ziemi. Był wyjątkowo szkodliwy, bo inteligentny i niezwykle skuteczny. Miał świetną pamięć, pisał donosy długie, plastyczne, często analityczne. Korzystali z nich bezpośrednio członkowie najwyższych władz PRL-u.

Oto przykładowa charakterystyka kontaktu operacyjnego ps. "33":

"Posiada znaczne możliwości operacyjne udzielając wartościowych informacji, jest systematycznie wynagradzany pieniężnie. Spotkania odbywają się w mieszkaniu konspiracyjnym ps. "Rzeka".

St. Inspektor Wydz. IV Dep. III MSW

mjr. K.Majchrowski

Ten doskonale zamaskowany do samego końca swojego długiego życia agent o pseudonimie "33" wyrządził bezmiar krzywd, zwłaszcza wśród tej części polskiej inteligencji, która miała największy wpływ na kształtowanie postawy narodowej Polaków w trudnych czasach PRL-u. Przez Koźniewskiego w latach stalinowskich najlepsi, najodważniejsi, niezłomni, którym udało się przetrwać okupację trafiali do więzień, niektórzy nigdy z nich nie wyszli. To było niszczenie narodu poprzez chirurgiczne, niezwykle precyzyjne cięcia najlepszej jego tkanki. Ale nie tylko donosy agenta "33" wyrządzały takie spustoszenia, publikacje podpisywane jego prawdziwym nazwiskiem również.

Do takich bez wątpienia należy "Biała plebania w Wolbromiu". Koźniweski tendencyjnie, na zamówienie władz, opisał dramatyczne wydarzenia w tym mieście z przełomu lat 40-tych i 50-tych, kierując się jednym celem, zohydzeniem Kościoła w oczach społeczeństwa. Spójrzmy zatem szerzej na to co działo się po wojnie w naszym umęczonym kraju w ogóle i w samym Wolbromiu.

W ciągu kilku lat okupacji hitlerowskiej ubyło w tym miasteczku przede wszystkim na skutek deportacji do obozów zagłady i rzezi ludności żydowskiej 2/3 jego mieszkańców, a ludziom, którzy na co dzień ocierali się o śmierć przyniesiono "wolność" na sowieckich bagnetach. W całym kraju nastąpiły nowe fale represji, a wprowadzany "nowy ład" wśród części polskiego społeczeństwa budził sprzeciw. Tak też było w Wolbromiu. Pamiętano jeszcze lata prawdziwej wolności okresu międzywojennego, kiedy największym naszym potencjalnym wrogiem były nawet nie hitlerowskie Niemcy, ale Związek Sowiecki, który zagrażał nie tylko utratą bytu państwowego, ale przede wszystkim zagrażał naszej cywilizacji. I właśnie w naszym kraju po wojnie, w kraju który nie zdradził swoich zachodnich sojuszników, ale osamotniony przyjął pierwsze mordercze uderzenie III Rzeszy, nie z winy ani na życzenie Polaków zaczęto budować "ład" na wzór sowiecki, pod sowiecką kontrolą i w dodatku w najgorszym stalinowskim wydaniu. To musiało rodzić i rodziło opór wśród części społeczeństwa, które nie mogło pogodzić się z nową brutalną rzeczywistością. Po lasach ukrywały się jeszcze oddziały partyzanckie, które w takim stanie rzeczy nie chciały złożyć broni, wierząc w nowy światowy konflikt zbrojny. W miastach i na wsiach reorganizowały się bądź zawiązywały organizacje podziemne zwalczające tzw. władzę ludową. Dochodziło do starć zbrojnych, w wyniku których były ofiary po obu stronach. Ginęli zwolennicy i przeciwnicy nowego systemu. Ale większa część społeczeństwa chciała wreszcie po latach okupacji normalnie żyć, uczyć się i pracować w spokoju nawet za cenę utraty części wolności i zgody na eksperyment sowiecki.

W Wolbromiu również zawiązała się grupa konspiracyjna pod nazwą Armia Podziemna. W jej szeregi wstępowali przede wszystkim uczniowie miejscowego liceum i młodzi robotnicy, bez konspiracyjnego doświadczenia i odpowiedniego przeszkolenia. Tak jak i w innych miastach, gdzie było zbrojne podziemie, strzelano do przedstawicieli nowej władzy. W Wolbromiu członkowie AP zastrzelili wiejskiego nauczyciela i milicjanta. Pomimo tego miasto to nie znalazłoby się na czołówkach mediów całego kraju, gdyby nie jedno wydarzenie. Zabito czternastoletniego chłopca, który groził dekonspiracją grupy. Dopiero wówczas naprzeciw wolbromskiej Armii Podziemnej, obok świetnie zorganizowanej służby bezpieczeństwa, stosującej na wzór sowiecki kryminalne metody w walce z najmniejszym przejawem oporu, stanęła nie mniej bezwzględna propaganda mająca za zadanie zohydzić w oczach społeczeństwa członków podziemnej organizacji, a zwłaszcza księży. Takie zadanie propagandowe otrzymał najlepszy w swojej dziedzinie, morderczo skuteczny Kazimierz Koźniewski – agent "33", któremu władze postawiły dodatkowo cel wyższy: najcięższe oskarżenia skierować pod adresem księży Oborskiego i Gadomskiego, a przez to przygotować grunt pod atak na biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, a w dalszej kolejności na kardynała Stefana Wyszyńskiego. I niestety, naciągając rzeczywistość i tendencyjnie interpretując fakty, infantylnym acz sugestywnym językiem "Białej plebanii" trafił do świadomości wielu w tamtym ponurym czasie, czyniąc ogromną krzywdę dawnym członkom nielegalnej organizacji i ich rodzinom, a przede wszystkim proboszczowi Oborskiemu. Prawdziwi winni tamtych wydarzeń – władze PRL z bezwzględnym aparatem bezpieczeństwa i serwilistycznymi sądami, nigdy nie zostali za "zbrodnię wolbromską", której byli prawdziwymi sprawcami, w oczach tutejszych mieszkańców właściwie osądzeni. Czas najwyższy odkłamać tę historię.

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja Wiadomości Olkuskich nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze obraźliwe, szkalujące i naruszające ogólnie przyjęte normy współżycia społecznego będą usuwane.

Internauci chcący zamieszczać komentarze pod własnym imieniem i nazwiskiem lub zarejestrować dowolny nick powinni założyć konto. Tym sposobem nikt inny nie będzie mógł posługiwać się Waszym imieniem.

Kod antyspamowy
Odśwież

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Jeśli akceptujesz cookie na tej stronie, kliknij